RÓŻNICOWANIE OSOBOWOŚCI PSYCHOTYCZNEJ
I NIEPSYCHOTYCZNEJ*
Wilfred Bion
W doniesieniu tym stawiam tezę, że różnica między osobowością psychotyczną i niepsychotyczną polega na tym, że w pierwszym przypadku ma miejsce całkowite odszczepienie części osobowości związanej ze świadomością rzeczywistości wewnętrznej i zewnętrznej i wyrzucenie tych fragmentów w taki sposób, że wchodzą one w obiekty lub pochłaniają je. Opiszę ten proces szczegółowo oraz omówię jego konsekwencje i wpływ na leczenie.
Przedstawione wnioski dotyczą kontaktu analitycznego ze schizofrenicznym pacjentem i zostały zweryfikowane przeze mnie w praktyce. Problem, na który zwracam waszą uwagę jest znaczący, gdyż wskazuje na progres u pacjentów, progres analitycznie znaczący i odmienny zarówno od remisji znanych psychiatrom, jak i od takiego rodzaju progresów, które nie są związane z interpretacjami pochodzącymi z teorii psychoanalitycznej. Wierzę, że poprawa, którą obserwowałem zasługuje na analityczne badanie.
Moje zrozumienie niejasności w jakie obfitują wszystkie kuracje osób psychotycznych zawdzięczam przede wszystkim trzem częściom dorobku psychoanalitycznego. Ponieważ jest to istotne dla zrozumienia dalszej części mego wywodu przypomnę je. Po pierwsze, opis Freuda (1911) - do którego odwołuję się w referacie przedstawionym przeze mnie na Kongresie w Londynie w 1953 roku (Bion 1954) - dotyczący aparatu umysłowego powołanego do działania przez wymagania zasady rzeczywistości, a zwłaszcza tej jego części, która dotyczy świadomości, powiązanej z narządami zmysłów. Po drugie, sporządzony przez Melanię Klein (1928) opis sadystycznych ataków jakich dziecko dokonuje w fantazji wobec piersi podczas fazy paranoidalno-schizoidalnej, i po trzecie, jej odkrycie identyfikacji projekcyjnej (Klein 1946). Poprzez ten mechanizm pacjent odszczepia część swojej osobowości i projektuje ją w obiekt, gdzie zostaje ona umieszczona najczęściej jako prześladowca, opuszczając psychikę, od której jest odszczepiona, jednocześnie odpowiednio ją zubażając.
Aby nie wzbudzić podejrzenia, że przypisuję rozwój schizofrenii wyłącznie pewnym mechanizmom, rozważając je poza osobowością, która ich używa, chciałbym wymienić teraz od czego - jak sądzę - zależy powstanie tych mechanizmów. Po pierwsze, od otoczenia (czego nie będę teraz dyskutował), po drugie, od osobowości, która musi zawierać cztery istotne cechy: tak dużą przewagę impulsów destruktywnych, że popęd miłości jest przez nie zalany i obraca się w sadyzm; nienawiść do rzeczywistości wewnętrznej i zewnętrznej, która rozszerza się na wszystko to, co prowadzi do jej świadomości; lęk przed zagrażającym unicestwieniem (Klein 1946), i wreszcie, niedojrzałe i nagłe tworzenie relacji z obiektem, co dotyczy przede wszystkim przeniesienia, którego słabość jest w wyraźnym kontraście z wytrwałością, z jaką jest ono utrzymywane. Niedojrzałość, słabość i uporczywość są cechami charakterystycznymi i mają swoje ważne źródło - o którym niewiele mogę powiedzieć - w konflikcie, między popędem życia i popędem śmierci, nigdy u schizofrenika nie rozstrzygniętym.
Zanim rozważę mechanizmy jakie powstają na bazie wymienionej charakterystyki muszę zająć się pokrótce kilkoma punktami, które dotyczą przeniesienia. Związek z analitykiem jest niedojrzały, gwałtowny i silnie zależnościowy; kiedy pod naciskiem popędu życia i popędu śmierci pacjent rozszerza kontakt z analitykiem, pojawiają się dwa konkurencyjne nurty zjawisk. Po pierwsze, rozszczepienie osobowości i projekcja jej fragmentów w analityka (tzw. identyfikacja projekcyjna) zaczyna być nadmiernie silna, pociągając za sobą stany konfuzji, które opisał Rosenfeld (1952). Po drugie, działania umysłowe i inne, poprzez które usiłuje wyrazić się dominujący impuls, dotyczący czy to popędu życia, czy to popędu śmierci, podlegają natychmiast zniekształceniu wywołanemu przez impuls chwilowo podporządkowany. Pacjent, zaniepokojony tym zniekształceniem, powraca do ograniczonego związku z analitykiem, usiłując uniknąć stanu konfuzji. Oscylowanie między postawą otwarcia się i postawą ograniczania kontaktu trwa w trakcie całej analizy.
Powróćmy teraz do cech, które wymieniłem jako właściwe dla osobowości schizofrenicznej. Tworzą one u tych osób wyposażenie, które determinuje sposób przejścia przez pozycję paranoidalno-schizoidalną i depresyjną, który jest znacząco różny od sposobu w jaki dokonują tego osoby tak niewyposażone. Różnica opiera się na fakcie, że ta kombinacja cech prowadzi zarówno do drobiazgowej fragmentacji osobowości, szczególnie aparatu świadomości rzeczywistości, który jak opisywał Freud zaczyna działać pod presją zasady rzeczywistości, jak i do bardzo masywnej projekcji tych fragmentów w zewnętrzne obiekty.
Niektóre aspekty tej teorii opisałem w moim doniesieniu przedstawionym na Międzynarodowym Kongresie w 1953 roku (Bion 1954), gdy mówiłem o związkach między pozycją depresyjną a rozwojem werbalnej myśli i o znaczeniu tego powiązania dla świadomości rzeczywistości wewnętrznej i zewnętrznej. W tym doniesieniu podnoszę ten sam temat jeszcze raz, jednak w odniesieniu do dużo wcześniejszego etapu, mianowicie, do fazy związanej z początkiem życia pacjenta. To w pozycji paranoidalno-schizoidalnej mamy do czynienia ze zjawiskami, które są związane ostatecznie z zapoczątkowaniem werbalnej myśli. W jaki sposób się to odbywa, mam nadzieję, zostanie teraz pokazane.
Teorie Freuda i Melanii Klein, do których odwoływałem się wcześniej muszą być teraz rozważone bardziej szczegółowo. Freud zajmuje się omawianym tu problemem w pracy "Nerwica i psychoza" z 1924 roku i opisuje jedną z cech różnicujących nerwicę od psychozy w następujący sposób: "w pierwszym przypadku ego, z racji posłuszeństwa wobec rzeczywistości, poskramia część id (życie popędowe), podczas gdy w psychozie to samo ego pozostaje w służbie id i wycofuje się z części rzeczywistości" (Freud 1924). Przypuszczam, że wtedy gdy Freud mówi o posłuszeństwie ego wobec rzeczywistości ma na myśli ten moment rozwoju, który - jak opisywał - następuje wraz z ustanowieniem zasady rzeczywistości. Mówił on: "nowe wymagania tworzą kolejne, konieczne adaptacje w aparacie umysłowym, o których z powodu naszej niewystarczającej lub niepewnej wiedzy możemy mówić w sposób jedynie bardzo pobieżny". Wymienia on m.in.: wydatne znaczenie narządów zmysłów skierowanych na świat zewnętrzny i znaczenie związanej z tym świadomości; uwagę, którą nazywa specjalną funkcją, przeszukującą świat zewnętrzny w ten sposób, aby różne dane mogły już być znane na wypadek, gdyby miała zaistnieć nagła wewnętrzna potrzeba; system zapisu, którego zadaniem jest przechowywanie rezultatów tej okresowej aktywności świadomości, opisany przez niego jako część tego co my nazywamy pamięcią; ocenę, która decyduje czy dane wyobrażenie jest prawdziwe czy fałszywe; użycie rozładowania ruchowego dla dokonania odpowiednich zmian w rzeczywistości, a nie po prostu dla odciążenia aparatu umysłowego od nadmiaru bodźców; i w końcu - myśl, o której mówi, że dzięki temu, że jest próbnym sposobem działania umożliwia tolerowanie frustracji, w sposób nieunikniony towarzyszący działaniu. Jak zobaczymy, znacznie rozwinę to co dotyczy funkcji i znaczenia myśli, ale poza tym, zgadzam się z klasyfikacją funkcji ego jaką zakładał Freud, nadającą konkretny kształt tej części osobowości jakiej to doniesienie jest poświęcone. Zgadza się to dobrze z doświadczeniem klinicznym i rzuca światło na zjawiska, które bez tego uważałbym za dużo bardziej niejasne.
Chciałbym zrobić dwie modyfikacje w opisie Freuda, aby zbliżyć go bardziej do faktów. Nie sądzę, przynajmniej w odniesieniu do tych pacjentów z jakimi można spotkać się w praktyce analitycznej, aby ego psychotyka było całkowicie wycofane z rzeczywistości. Uważam, że kontakt ego z rzeczywistością jest ukryty przez dominację, w umyśle i zachowaniu pacjenta, omnipotentnej fantazji, która zmierza do zniszczenia bądź rzeczywistości, bądź jej świadomości i w ten sposób zmierza do osiągnięcia stanu, który nie jest ani życiem ani śmiercią. Skoro kontakt z rzeczywistością nie jest nigdy całkowicie utracony, zjawiska, które przywykliśmy wiązać z nerwicą nigdy nie są całkowicie nieobecne i - gdy ma miejsce wystarczający progres - fakt, że pojawią się one pośród psychotycznego materiału czyni analizę bardziej złożoną. Fakt, że ego utrzymuje kontakt z rzeczywistością łączy się z istnieniem niepsychotycznej osobowości, która jest paralelna do osobowości psychotycznej, ale przez nią zakryta.
Moja druga modyfikacja dotyczy tego, że wycofanie się z rzeczywistości jest iluzją a nie faktem i wynika z rozwoju identyfikacji projekcyjnej działającej przeciwko aparatowi umysłowemu, tak jak opisywał go Freud. Siła tej fantazji jest tak duża, że staje się oczywiste, że dla pacjenta to nie jest fantazja, ale fakt, i pacjent działa tak, jakby jego aparat percepcyjny był rozszczepiony na drobne fragmenty i został wyprojektowany w obiekty.
W efekcie tych modyfikacji dochodzimy do wniosku, że dość chory pacjent, powiedzmy, określony jako psychotyczny, zawiera w sobie niepsychotyczną część osobowości, która podlega różnorodnym mechanizmom neurotycznym z jakimi obeznała nas psychoanaliza i część psychotyczną, która jest dominująca tak długo, jak długo niepsychotyczna część osobowości jest zakryta.
Jednym ze zjawisk współwystępujących z nienawiścią do rzeczywistości, zauważoną przez Freuda, jest dziecięca psychotyczna fantazja sadystycznego ataku na pierś, którą Melania Klein opisała jako część fazy paranoidalno-schizoidalnej (Klein 1946). Chcę podkreślić, że w tej fazie psychotyk rozszczepia na szczególnie drobne fragmenty swe obiekty i jednocześnie wszystkie te części swojej osobowości, które mogłyby dawać mu świadomość rzeczywistości, której nienawidzi. Przyczynia się to do psychotycznego odczucia, że nie można odbudować swoich obiektów czy swojego ego. W rezultacie tych rozszczepiających ataków, wszystkie te właściwości osobowości, które mogłyby kiedyś dostarczyć podstaw dla intuicyjnego rozumienia siebie i innych, są narażone na niebezpieczeństwo od samego początku. Wszystkie te funkcje, które jak opisywał Freud są w późniejszym stadium rozwojową odpowiedzią na zasadę rzeczywistości tj. świadomość wrażeń zmysłowych, uwaga, pamięć, ocena, myśl, są skierowane przeciwko wspomnianym właściwościom osobowości i są w tak szczątkowej formie w jakiej występują na samym początku życia. Sadystyczny, rozszczepienny i wyjaławiający atak doprowadza do tego, że są one drobiazgowo pofragmentowane, a następnie wydalone z osobowości aby przenikać do obiektów lub otorbiać je. W fantazji pacjenta wydalone cząstki ego prowadzą niezależną i niekontrolowaną egzystencję i są albo zawarte przez zewnętrzne obiekty albo same zawierają je. Zachowują one wciąż swe funkcje, tak jak gdyby ta ciężka próba na jaką zostały wystawione służyła jedynie powiększeniu ich liczby i wzbudzeniu wrogości do psychiki, która je wyrzuciła. W konsekwencji, pacjent czuje się otoczony przez dziwne obiekty, których naturę teraz opiszę.
Każda cząstka jest odczuwana jako składająca się z rzeczywistego obiektu zawartego w kawałku osobowości, który ten obiekt pochłonął. Natura takiej złożonej cząstki zależy częściowo od charakteru rzeczywistego obiektu, powiedzmy, gramofonu, a częściowo od charakteru cząstki osobowości, która go pochłonęła. Jeśli kawałek osobowości dotyczy wzroku, gramofon który gra jest odczuwany jako patrzący na pacjenta; jeśli słuchu, wtedy gramofon, który gra jest odczuwany jako słuchający pacjenta. Obiekt zagniewany z powodu bycia pochłoniętym, można powiedzieć, nabrzmiewa, i zalewa oraz kontroluje kawałek osobowości, który go pochłonął: w tym zakresie ta część osobowości staje się rzeczą. Pacjent zdany jest na to, aby używać tych części osobowości jako prototypów pojęć, a później tworzyć z nich matrycę, z której mogą powstać słowa. Tak więc zalanie części osobowości przez zawarte w niej, lecz jednocześnie kontrolujące ją obiekty prowadzi pacjenta do odczucia, że słowa są rzeczywistymi rzeczami, tymi, które kryją się pod słowami. W ten sposób wzmaga się konfuzja opisana przez Segal, ponieważ pacjent stosuje równanie a nie symbolizację. Fakt, że pacjent używa tych dziwnych obiektów dla osiągnięcia myśli prowadzi do nowego problemu. Jeśli uznamy, że jeden z obiektów pacjenta dąży do pozbawienia się świadomości rzeczywistości przez użycie rozszczepienia i identyfikacji projekcyjnej, jasne jest, że może osiągnąć maksymalne oderwanie się od rzeczywistości przy najmniejszym wydatkowaniu energii, jeśli dokona niszczącego ataku na wiązanie - jakiekolwiek by ono nie było - łączące wrażenia zmysłowe ze świadomością. W moim doniesieniu z 1953 roku przedstawionym na Międzynarodowym Kongresie (Bion 1954) pokazałem, że świadomość psychicznej rzeczywistości zależy od rozwoju zdolności do werbalnego myślenia, której podstawy leżą w pozycji depresyjnej. Nie będę teraz tego rozwijał. Można się tu odwołać do pracy Melanii Klein z 1930 roku pt. "The importance of symbol formation in the development of the ego" (Klein 1930) i do pracy przedstawionej w Brytyjskim Towarzystwie Psychoanalitycznym (1955) przez Hannę Segal (Segal 1957). Segal pokazała znaczenie tworzenia symbolu i badała jego związki z myśleniem werbalnym i z chęciami reparacyjnymi, związanymi z w normalnym rozwoju z pozycją depresyjną. Ja zajmuję się wcześniejszym etapem rozwoju tego samego problemu. Jestem przekonany, że przyczyna szkody, która staje się tak bardzo widoczna w pozycji depresyjnej została w rzeczywistości zainicjowana w fazie paranoidalno-schizoidalnej, kiedy powinny powstać podstawy dla pierwotnego myślenia, ale nie doszło do tego z powodu nadmiernego działania rozszczepienia i identyfikacji projekcyjnej.
Freud przypisuje myśleniu funkcję dostarczania środków dla powściągania działania. Dochodzi on do stwierdzenia: "jest prawdopodobne, że myślenie było pierwotnie nieświadome, na tyle na ile wyrosło ponad czyste wyobrażenie i zajęło się relacjami między wrażeniami dotyczącymi obiektu; zostało ono wyposażone w dodatkowe właściwości, które świadomość może postrzegać tylko za pośrednictwem ich powiązań ze śladami pamięciowymi słów" (Freud 1911). Moje doświadczenie doprowadziło mnie do przypuszczenia, że na początku istnieje pewien rodzaj myślenia, związany raczej z tym co moglibyśmy nazwać ideografią, obrazem wzrokowym, niż ze słowem i słyszeniem. Myślenie to zależy od zdolności do równoważenia introjekcji i projekcji obiektów i, a fortiori, od ich świadomości. Leży to w obrębie niepsychotycznej części osobowości.
Dzięki działaniom niepsychotycznej części osobowości pacjent zdaje sobie sprawę, że introjekcja prowadzi do utworzenia nieświadomej myśli, o której Freud mówi jako o "zajętej relacjami między wrażeniami dotyczącymi obiektu". Teraz sądzę, że to właśnie ta nieświadoma myśl, którą Freud opisał jako zajętą relacjami między wrażeniami dotyczącymi obiektu jest odpowiedzialna za "świadomość przywiązaną do" wrażeń zmysłowych. Jestem wzmocniony w tym przekonaniu przez wypowiedź Freuda dokonaną 12 lat później, w pracy "Ego i id". Powiada on tam, że pytanie "jak coś staje się świadome?" może być postawione bardziej sensownie jako: "jak coś staje się przedświadome?" A odpowiedź może być następująca: "wskutek pojawienia się związku z odpowiednimi wyobrażeniami słownymi" (Freud 1923). W swoim doniesieniu z 1953 roku powiedziałem, że myśl werbalna jest związana ze świadomością psychicznej rzeczywistości (Bion 1954); sądzę, że jest to także prawdziwe dla wczesnej prewerbalnej myśli, o której teraz mówimy. Biorąc pod uwagę to co powiedziałem na temat ataków psychotyka na cały aparat umysłowy prowadzący do świadomości zewnętrznej i wewnętrznej rzeczywistości, można oczekiwać, że identyfikacja projekcyjna może być szczególnie silnie rozwinięta wobec myśli - jakiegokolwiek rodzaju - która zajmuje się relacjami między wrażeniami dotyczącymi obiektu. Jeśli to połączenie zostanie przerwane lub nigdy nie rozwinie się, wtedy zniszczona będzie conajmniej świadomość rzeczywistości, choćby nawet sama rzeczywistość nie była zniszczona. Ale w istocie rzeczy działanie destrukcji jest już w połowie wykonane, jako że materiał, od którego rozwija się myśl - u nie-psychotyka przez równoważenie introjekcji i projekcji - jest nieosiągalny dla psychotycznej części osobowości, gdyż zastąpienie projekcji i introjekcji przez identyfikację projekcyjną pozostawia tę część wypełnioną tylko dziwacznymi obiektami, które opisałem.
W rzeczywistości, atakowana jest nie tylko prymitywna myśl, ponieważ łączy zmysłowe wrażenia dotyczące rzeczywistości ze świadomością, ale z powodu nadmiernego wyposażenia psychotyka w destruktywność, procesy rozszczepienia rozszerzają się też na powiązania w obrębie samych procesów myślenia. Jak wskazuje określenie Freuda, że myśl zajmuje się relacjami między wrażeniami dotyczącymi obiektu, prymitywna matryca ideografii, z której wynika myśl zawiera w sobie związki między jednym ideografem a drugim. Wszystko to jest teraz atakowane, tak że ostatecznie żadne dwa obiekty nie mogą być ze sobą połączone, tak aby pozostać nienaruszone w swoich właściwościach, a jednak przez swe połączenie wytworzyć nowy umysłowy obiekt. W konsekwencji trudne staje się teraz tworzenie symbolu, którego terapeutyczny efekt polega na zdolności łączenia razem dwóch obiektów w ten sposób, aby podobieństwo między nimi było widoczne, a jednak różnice pozostały nienaruszone. W jeszcze dalszym stadium rezultem rozszczepiennych ataków jest zaprzeczanie artykulacji jako sposobowi łączenia słów. Nie oznacza to, że obiekty nie mogą być połączone razem; pokażę później, że mówienie zlepkami nie jest jednak mówieniem poprzez prawdziwe znaczenie. Poza tym, ponieważ to co wiąże jest nie tylko całkowicie pokawałkowane, ale także wyprojektowane w obiekty i dołączone do innych dziwnych obiektów, pacjent czuje się otoczony przez pokawałkowane związki, które - będąc nasycone okrucieństwem - łączą obiekty ze sobą w sposób okrutny.
Podsumowując mój opis fragmentacji ego i jego wyrzucenie zarówno w obiekty jak i obok nich, chciałbym powiedzieć, że proces, który opisałem jest głównym czynnikiem - o tyle, na ile czynnik może być oddzielony od zaburzenia - w różnicowaniu psychotycznej od niepsychotycznej części osobowości. Ma on miejsce od początku życia pacjenta. Sadystyczne ataki na ego i na matrycę myśli, wraz z identyfikacją projekcyjną powstałych fragmentów prowadzą do tego, że od tej chwili rozbieżność między psychotyczną i niepsychotyczną częścią osobowości wciąż się poszerza, aż ostatecznie, przepaść między nimi zaczyna być odczuwana jako tak duża, że nie można już nad nią przełożyć mostu.
W konsekwencji, pacjent porusza się teraz nie tyle w świecie marzeń (snów), co w świecie obiektów, które mają zawartość marzeń (snów). Jego wrażenia zmysłowe wydają się cierpieć okaleczenia, takie jakich doznały, gdy były atakowane, podobnie jak pierś jest odczuwana jako atakująca w sadystycznych fantazjach dziecka (Klein 1928). Pacjent czuje się uwięziony w stanie umysłu jaki osiągnął i niezdolny do ucieczki, ponieważ czuje, że nie ma aparatu świadomości rzeczywistości, który jest zarazem kluczem pozwalającym na ucieczkę i wolnością, do której chce uciec. Poczucie uwięzienia jest zintensyfikowane przez groźną obecność wydalonych cząstek, w których wędrującym ruchu pacjent jest zawarty. Te obiekty, prymitywne a jednak złożone, są częścią jakości, które w osobowości niepsychotycznej są właściwe dla analnych obiektów, wrażeń, myśli i analnego superego.
Różnorodność tego typu obiektów, zależna od zmysłu jaki dany obiekt przepełnia jest większym utrudnieniem niż sposób ich powstania, jaki pokazałem. Ich bliskość z materiałem będącym podstawą ideograficznej myśli prowadzi pacjenta do mieszania rzeczywistych obiektów z prymitywnymi myślami, a zatem przyczynia się do pomieszania jakie powstaje z tego powodu, że przestrzegają one praw przyrody a nie praw funkcjonowania umysłowego. Jeśli pacjent chce przywołać z powrotem któryś z tych obiektów, aby odbudować ego, lub gdy w analizie, czuje się zmuszony do podjęcia takiego wysiłku, wtedy przywołuje go za pomocą odwróconej identyfikacji projekcyjnej, a więc tą samą drogą, którą został on wydalony. Czuje wtedy, że albo ma jeden z tych obiektów włożony w siebie przez analityka, albo że wziął go w siebie - odczuwa wchodzenie jako atak. Pacjent, osiągnąwszy najwyższy stopień, do jakiego może doprowadzić rozszczepienie zarówno obiektów jak i ego, usiłuje dokonać przypadkowej syntezy. Ponieważ pozbył się tego co wiąże, jego zdolność do artykułowania - metody nadającej się do syntezy - jest odczuwana jako przeszkadzająca; pacjent może kondensować, ale nie może wiązać, może spajać, ale nie może artykułować. Odczuwa on, że zdolność do łączenia, w efekcie jej wyrzucenia stała się, podobnie do wszystkich innych wyrzuconych cząstek, czymś o wiele gorszym niż była podczas wyrzucania. Jakiekolwiek wiązanie jakie ma miejsce jest robione z zemstą, to znaczy w sposób wyraźnie przeciwny do aktualnej chęci pacjenta. W toku analizy ten proces kondensowania czy robienia zlepków traci nieco ze swej złośliwości i ukazują się dalsze problemy.
Muszę teraz zwrócić waszą uwagę na problem, który sam w sobie wymaga osobnego doniesienia, tutaj więc mogę jedynie o nim wspomnieć. Na podstawie mojego opisu łatwo nasuwa się wniosek, że psychotyczna osobowość czy też raczej psychotyczna część osobowości używa rozszczepienia i identyfikacji projekcyjnej jako substytutu wyparcia. Tam gdzie niepsychotyczna część osobowości ucieka się do wyparcia jako środka odcięcia pewnych trendów w umyśle, odcięcia zarówno od świadomości, jak i od innych sposobów ujawniania się i działania, psychotyczna część osobowości usiłuje uwolnić się od aparatu, od którego zależy zrealizowanie wyparcia przez psychikę; nieświadomość wydaje się być zastąpiona przez świat o treści marzenia (snu).
Spróbuję teraz opisać sesję; jest to raczej kliniczne doświadczenie oparte na tych teoriach niż opis doświadczenia, na którym opierały się te teorie. Mam nadzieję jednak, że będę mógł wskazać jak materiał z poprzednich sesji doprowadził mnie do takich a nie innych interpretacji.
Sesja, której niewielki jedynie fragment opisuję miała miejsce w szóstym roku analizy pacjenta. Pacjent ani razu nie opuścił sesji, chociaż raz był spuźniony 45 minut; sesje nigdy nie były przedłużane. Tego ranka przyszedł spóźniony 15 minut i położył się na kozetce. Spędził jakiś czas przewracając się z boku na bok, pod pozorem szukania wygodnej pozycji. W końcu powiedział: "Nie przypuszczam, żebym coś dzisiaj robił. Powinienem był zadzwonić do mojej matki." Przerwał, a potem powiedział: "Nie, wiedziałem, że tak będzie". Nastąpiła dłuższa przerwa, po której powiedział: "Nic tylko ohydne rzeczy i smrody", a następnie: "Myślę, że utraciłem wzrok". Minęło już jakieś dwadzieścia pięć minut sesji i w tym momencie zrobiłem interpretację, ale zanim przytoczę ją muszę przedyskutować pewien poprzedni materiał, który, mam nadzieję, uczyni moją interpretację zrozumiałą.
Kiedy pacjent ruszał się na kozetce było to coś, co było mi dobrze znane. Pięć lat wcześniej pacjent mówił, że lekarz doradzał mu operację przepukliny i można było przypuszczać, że dyskomfort z powodu przepukliny zmuszał go do szukania odpowiedniej pozycji. Było jednak widoczne, że dotyczyło to czegoś więcej niż tylko przepukliny i racjonalnego szukania fizycznego komfortu. Czasem pytałem go czym są te ruchy, a jego odpowiedź brzmiała: "Niczym". Kiedyś powiedział: "Nie wiem". Czułem, że to "niczym" było słabo zamaskowanym powiedzeniem mi, bym pilnował własnego nosa oraz zaprzeczeniem czegoś bardzo złego. Przez tygodnie i lata obserwowałem wciąż jego różne ruchy. Chusteczka do nosa ułożona obok jego prawej kieszeni; wyginał łukiem plecy - czyżby seksualna pozycja? Zapalniczka wypadła mu z kieszeni. Podniesie ją? Tak. Nie, być może, nie. A jednak, tak. Została odnaleziona na podłodze i położona przy chusteczce. Nagle lawina monet wysypuje się na podłogę obok kozetki. Pacjent leży spokojnie i czeka. Być może, jak wydawały się sugerować jego gesty, niepotrzebnie sięgnął po zapalniczkę. Wydaje się, że to doprowadziło do wysypania się monet. Czekał ostrożnie, chyłkiem. W końcu zrobił uwagę, którą przytoczyłem. Przypomniało mi to opis podany przez niego nie jeden raz, ale powtarzający się przez wiele miesięcy, dotyczący wijących się ruchów, jakie wykonywał zanim wychodził do ubikacji lub schodził na dół na śniadanie lub telefonował do matki. Byłem przyzwyczajony do przywoływania wolnych kojarzeń, jakie nasuwały mi się, gdy obserwowałem jego zachowanie każdego ranka. Ale to były moje skojarzenia i kiedyś, gdy próbowałem zrobić użytek z tego materiału w interpretacji, dał mi właśnie cytowaną odpowiedź. Przypominam sobie jedną interpretację, która spotkała się z pewnym sukcesem. Podkreśliłem, że on czuje się bardzo podobnie wobec tych ruchów jak wobec snów, o których mi mówi - nie ma myśli o snach i nie ma myśli o ruchach. "Tak", zgodził się, "tak właśnie jest". "A jednak", podjąłem, "kiedyś miał pan myśli o tym; myślał pan, że to przepuklina". "To jest nic" odpowiedział i przerwał, chytrze - jak myślę - żeby zobaczyć czy ja chwyciłem. "Nic jest w rzeczywistości przepukliną" powiedziałem. "Nie mam pojęcia", odpowiedział, "tylko przepuklina". Poczułem, że jego "nie mam pojęcia" (no idea) jest bardzo podobne do "braku myśli" (no idea) o snach lub ruchach, ale co do tej sesji przynajmniej, musiałem na tym poprzestać. Biorąc to pod uwagę, ruchy i sny były bardzo dobrymi przykładami jego okaleczonych prób współpracy ze mną i to było również czymś, na co zwróciłem jego uwagę.
Może przychodzić wam na myśl, tak jak często mi się to zdarzało, że to co obserwowałem to były serie miniaturowych dramatycznych przedstawień, przygotowań dziecka do kąpieli, karmienia, czy też zmiany pieluch lub sceny seksualnego uwiedzenia. Bardziej właściwe byłoby powiedzieć, że każde przedstawienie było zlepkiem kawałków wielu takich scen i to wrażenie doprowadziło mnie ostatecznie do przypuszczenia, że obserwowałem aktywność ideomotoryczną, to znaczy wyrażanie myśli bez nazywania jej. Stąd mały już tylko krok do myślenia o tym jako o pewnej aktywności motorycznej, którą Freud opisał jako charakterystyczną dla przewagi zasady przyjemności (Bion 1954). Ponieważ to, co obserwowałem to zjawisko psychotyczne, działanie pacjenta nie mógło być odpowiedzią na świadomość rzeczywistości zewnętrznej; ujawniał on rodzaj motorycznego wyładowania, o którym Freud mówił, że przy dominacji zasady przyjemności "służy odciążeniu aparatu umysłowego od nadmiaru bodźców i spełniając to zadanie wysyła impulsy nerwowe do wnętrza ciała (mimiczna ekspresja afektu)". To wrażenie powróciło do mnie, gdy pacjent powiedział: "Nie przypuszczam, żebym coś dzisiaj robił". Uwaga ta może znaczyć, że nie wyprodukuje on dziś żadnego materiału do interpretacji lub - na równi - że ja nie wyprodukuję żadnej interpretacji. "Powinienem był zadzwonić do mojej matki" może oznaczać, że to iż tego nie uczynił spotkało się z karą, którą była niezdolność do podjęcia jakiejkolwiek analizy. To znaczy także, że jego matka wiedziłaby co z tym zrobić - ona mogłaby uzyskać kojarzenia od niego lub interpretacje ode mnie. Wszystko zależało od tego, co matka znaczyła dla niego, ale była to dla mnie naprawdę duża niewiadoma. Pojawiła się ona w analizie jako zwykła kobieta, która musiała pójść do pracy dla dobra rodziny; pacjent mówił o tym z takim samym przekonaniem, jak o tym, że rodzina była bardzo zamożna. Łaskawie dopuścił mnie do tego, abym mógł zobaczyć ją jako kobietę podejmującą się tak wielu społecznych zajęć, że pozostawało jej bardzo niewiele czasu dla zaspokajania potrzeb pacjenta, który był jej najstarszym synem, czy jej najstarszej córki, o dwa lata starszej niż pacjent, czy też pozostałej rodziny.
Pacjent mówił o niej, jeśli coś tak nieartykułowanego może być określone jako mowa, jako o osobie pozbawionej zdrowego rozsądku i kultury, chociaż mającej zwyczaj odwiedzać galerie sztuki o międzynarodowej sławie. Pozostawało mi wnioskować, że wychowywanie dzieci było przez nią albo lekceważone, albo odwrotnie - niezwykle staranne. Mogę powiedzieć, że w okresie, który tu opisuję wiedziałem o jego rzeczywistej matce niewiele więcej niż wie osoba, która pozbawiła się swego ego w sposób, który opisałem jako typowy dla osobowości psychotycznej. Niemniej jednak miałem pewne wrażenia jej dotyczące, o których wspomniałem i inne, które pomijam, i na nich opierałem moje interpretacje. W odpowiedzi na moje interpretacje pacjent całkowicie odrzucał je, jako zupełnie dla niego nie do przyjęcia, gdyż błędne, albo celne, ale pojawiające się w niewłaściwy sposób, gdyż musiałem użyć jego umysłu (w rzeczywistości jego kontaktu z rzeczywistością) bez jego pozwolenia. Będzie można zaobserwować, że w ten sposób wyrażał zazdrosne zaprzeczanie mojego wglądu.
Kiedy pacjent powiedział po pauzie, że wiedział, że tak będzie, poczułem dość pewną podstawę do przypuszczenia, że to byłem ja, który prawdopodobnie nic nie robię w czasie sesji i że jego matka była kimś lub czym, co mogłoby umożliwić mu radzenie sobie ze mną w sposób bardziej satysfakcjonujący. To wrażenie zostało wzmocnione przez następne skojarzenie.
Jeśli teorie, które opisałem są słuszne, wtedy w każdej sytuacji pacjent, który jest dość chory - tak jak ten pacjent - dokonując jakiegoś stwierdzenia ma dwa główne problemy do rozwiązania, jeden odnoszący się do niepsychotycznej części osobowości i drugi do części psychotycznej. Z tym szczególnym pacjentem, w tych szczególnych okolicznościach, psychotyczna osobowość i jej problemy zakrywały osobowość niepsychotyczną i jej problemy. Niemniej jednak, jak mam nadzieję pokazać, ta druga ukryta część była dostrzegalna w materiale. Niepsychotyczna osobowość odnosiła się do problemu neurotycznego, to znaczy do problemu, który dotyczy konfliktu między myślą i emocją, do rozwiązania którego powołane jest ego. Psychotyczna osobowość natomiast odnosiła się do problemu naprawy ego, czego wskazówką była obawa pacjenta, że utracił wzrok. Ponieważ to właśnie psychotyczny problem narzucał się tu na plan pierwszy, podjąłem najpierw jego ostatnie skojarzenie. Powiedziałem mu, że te ohydne rzeczy i smrody są tym co on czuje, że każe mi zrobić i że on czuje, że zmusza mnie do defekacji, usunięcia ich, łącznie ze wzrokiem, który włożył we mnie.
Pacjent zadrżał konwulsyjnie i zobaczyłem, że uważnie bada powietrze wokół siebie. Powiedziałem więc, że czuje się otoczony przez złe i śmierdzące kawałki siebie, łącznie z oczami, które czuje, że wydalił ze swego odbytu. Odpowiedział: "Nie widzę". Powiedziałem mu wówczas, że on czuje, że utracił wzrok i zdolność do rozmawiania z matką i ze mną, gdy pozbył się tych zdolności dla uniknięcia cierpienia.
Do tej ostatniej interpretacji użyłem materiału pochodzącego z sesji sprzed kilku miesięcy, w której pacjent skarżył się, że analiza jest torturą, torturą pamięci. Pokazałem mu, że wtedy gdy czuje cierpienie, tak widoczne w tej sesji w konwulsyjnych drżeniach, dokonuje on znieczulenia przez uwolnienie się od pamięci i od wszystkiego co mogłoby sprawić, że uzmysłowi sobie swój ból.
Pacjent: "Moja głowa jest rozszczepiona; może moje ciemne okulary".
Jakieś pięć miesięcy wcześniej nosiłem ciemne okulary; był to fakt, który - o ile coś w ogóle można na ten temat powiedzieć - nie wywołał żadnej reakcji od tamtego czasu aż do tego dnia właśnie. Jest to mniej zaskakujące jeśli wziąć pod uwagę, że nosząc ciemne okulary byłem odczuwany przez niego jako jeden z obiektów, jakie miałem na myśli, gdy opisywałem los wyrzuconych części ego. Psychotyczna osobowość wydaje się oczekiwać na pojawienie się jakiegoś dobrze pasującego wydarzenia i odczuwa wtedy, że jest w posiadaniu odpowiedniego ideografu, który może użyć w komunikacji ze sobą samą lub z innymi. Inne wydarzenia, które mogłyby mieć znaczenie dla osobowości niepsychotycznej są pominięte, gdyż są odczuwane tylko jako ideografy, które nie służą żadnej bezpośredniej potrzebie.
Problem odnoszący się do noszenia przeze mnie ciemnych okularów był teraz niewidoczny w niepsychotycznej części osobowości, ponieważ psychotyczna część osobowości była dominująca. W tej części osobowości, części niepsychotycznej, zdarzenie to było ideografem, dla którego nie istniała bezpośrednia potrzeba. Kiedy w końcu ten fakt pojawił się w analizie, robił pozornie wrażenie, jakby była to pewnego rodzaju opóźniona reakcja, ale takie rozumienie opiera się na założeniu, że skojarzenie pacjenta do ciemnych okularów byłoby ekspresją neurotycznego konfliktu w niepsychotycznej części osobowości. W rzeczywistości, to nie była odroczona ekspresja konfliktu w niepsychotycznej części osobowości, ale - jak to pokażę - mobilizacja ideografu potrzebnego psychotycznej części osobowości do natychmiastowego odtworzenia ego uszkodzonego przez nadmierną identyfikację projekcyjną, którą opisałem. Takie pojawienie się faktu pierwotnie pominiętego milczeniem, musi być więc rozpatrywane jako znaczące nie dlatego, że jego ujawnienie jest odroczone, ale dlatego, że jest ono oznaką aktywności psychotycznej części osobowości.
Zakładając więc, że ciemne okulary są werbalną komunikacją ideografu, konieczna staje się interpretacja tego ideografu. Będę musiał w skrócie przytoczyć - i obawiam się w tym punkcie niezrozumienia - dowód jaki jest w moim posiadaniu. Okulary zawierają aluzję do butelki podawanej małemu dziecku. Mają dwa szkła jak dwie butelki, które przypominają pierś. Są ciemne, gdyż są srogie i wściekłe. Są ze szkła dlatego, aby odpłacić się pacjentowi za próbę widzenia poprzez nie, wtedy gdy były piersiami. Były ciemne, gdyż potrzebował on ciemności do poglądania rodziców podczas stosunku seksualnego. Były ciemne, gdyż brał butelkę nie po to, aby pobrać mleko, ale aby widzieć co robią rodzice. Były ciemne, gdyż połykał on je, a nie po prostu mleko, które zawierały. I wreszcie, były ciemne ponieważ jasne, dobre obiekty robiły się czarne i śmierdzące wewnątrz niego. Wszystkie te właściwości zostały osiągnięte przez działanie niepsychotycznej części osobowości. Dodane do tego były części ego, wyrzucone przez identyfikację projekcyjną, a mianowicie nienawiść do siebie, jako ta część siebie, którą wyrzucił. To co teraz powiedziałem wynikało z mego dotychczasowego doświadczenia analitycznego, chociaż koncentrowało się na problemie psychotycznym, to znaczy na potrzebie naprawienia ego, tak by mogło ono spełnić wymagania sytuacji zewnętrznej.
Analityk: Pana wzrok wraca z powrotem do pana, ale rozszczepia panu głowę; czuje pan, że to jest bardzo zły wzrok, z powodu tego co mu pan uczynił.
Pacjent (ruszając się w bólu, tak jakby powstrzymując wypróżnienie): Nic.
Analityk: To wydaje się być pana wypróżnieniem.
Pacjent: Moralna krytyka.
Powiedziałem mu, że jego wzrok, ciemne okulary odczuwa jako sumienie, które karze go częściowo za to, że uwolnił się od niego aby uniknąć cierpienia, a częściowo za to, że używał go dla podglądania mnie i rodziców. Nie czułem, że oddałem sprawiedliwość zwartości jego skojarzenia.
Jak można będzie zobaczyć, nie zrobiłem żadnej uwagi odnośnie tego, co wywołało taką reakcję pacjenta. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż mamy do czynienia z problemem psychotycznym, a tego rodzaju problem, odwrotnie niż problem niepsychotyczny, wiąże się ściśle z destrukcją całego aparatu umysłowego, odpowiedzialnego za świadomość bodźców pochodzących z rzeczywistości, tak że natura, a nawet istnienie tych bodźców nie jest dostrzegalne. Następna uwaga pacjenta dotyczyła rzeczywistości:
Pacjent: Weekend; nie wiem czy będę mógł przetrwać go.
To jest przykład drogi, na której pacjent czuje, że naprawia swoją zdolność do kontaktu, a więc może powiedzieć mi to co dzieje się wokół niego. Jest to zjawisko już mu znane i nie interpretowałem tego. Zamiast tego powiedziałem coś innego.
Analityk: Czuje pan, że musi pan umieć dawać sobie radę beze mnie. Ale żeby to robić, musi pan być zdolny do widzenia tego, co dzieje się wokół pana, a nawet być zdolny do kontaktowania się ze mną; być zdolny do kontaktowania się ze mną na odległość, tak jak z matką, gdy pan do niej telefonuje; tak więc spróbował pan wykorzystać swoją zdolność do widzenia i odpowiadania mi w zuchwały sposób.
Pacjent: Olśniewająca interpretacja. (Z nagłym spazmem): O, Boże!
Analityk: Czuje pan, że może pan teraz widzieć i rozumieć, ale to co pan widzi jest tak olśniewające, że powoduje intensywny ból.
Pacjent: (zaciskając pięści i ujawniając duże napięcie i niepokój): Nienawidzę pana.
Analityk: Gdy pan widzi to, co pan widzi - przerwę z powodu weekendu i rzeczy, do których podglądania potrzebuje pan ciemności - napełnia to pana nienawiścią do mnie i podziwem.
Jestem przekonany, że odbudowa ego znaczy tu, że pacjent został skonfrontowany z niepsychotycznym problemem, koniecznością rozwiązania konfliktów neurotycznych. Potwierdziły to jego reakcje w następnych tygodniach, w czasie których okazywał on niezdolność do tolerowania konfliktów neurotycznych wywołanych przez rzeczywistość i próbował rozwiązać je przez identyfikację projekcyjną. Następnie próbował używać mnie jako swoje ego, pojawiły się lęki przed chorobą psychiczną, dalsze próby naprawy ego, powrót do rzeczywistości i do nerwicy; tak więc powtórzył się cały cykl.
Opisałem ten fragment sesji szczegółowo, ponieważ można go użyć dla ilustracji wielu problemów, bez obciążania czytelnika wieloma różnymi przykładami kojarzeń i interpretacji. Musiałem niestety wyłączyć pewien frapujący i dramatyczny materiał, ponieważ zamieszczając go bez zawarcia ogromnej masy opisu codziennej, zwykłej analizy, z całym jej ładunkiem niezrozumiałości, błędów, itp., mógłby powstać całkowicie mylny obraz. Jednocześnie nie mam żadnej wątpliwości, że podejście, które opisałem przynosi zaskakujące rezultaty. Zmiana jaka miała miejsce u tego pacjenta w czasie tygodni, gdy mogłem pokazywać mu wzajemne oddziaływania, które opisałem, była tego rodzaju, że jak sądzę każdy analityk zaakceptowałby ją jako to, co nazywa się psychoanalityczną poprawą. Zachowanie pacjenta złagodniało, jego ekspresja stała się dużo mniej napięta. W początkowych i końcowych momentach sesji patrzył mi w oczy, i ani nie unikał mojego spojrzenia, ani, co u niego było nagminne, nie koncentrował wzroku poza mają osobą, tak jakbym był powierzchnią lustra, przed którym powtarzał on swój wewnętrzny dramat. To było coś, co często pomagało mi zdać sobie sprawę, że nie jestem rzeczywistą osobą dla niego. Niestety, nie jest to łatwe do opisania i nie mogę podjąć się teraz próby zrobienia tego, ponieważ chcę jedynie zwrócić uwagę na poprawę jaką zauważyłem i jaką wciąż odnajduję u innych pacjentów, równie zaskakującą co wprawiającą w zakłopotanie. Jako że dotyczy to wielu problemów podjętych w tym doniesieniu, powrócę teraz do teoretycznej dyskusji, którą przerwałem, aby wprowadzić przykład kliniczny.
Jeśli werbalna myśl jest tym, co syntetyzuje i artykułuje wrażenia i jeśli jest istotą świadomości rzeczywistości (wewnętrznej i zewnętrznej), to można się spodziewać, że będzie ona narażona w analizie, przez cały czas jej trwania, na destruktywne rozszczepienie i identyfikację projekcyjną. Mówiłem o tym, że początek werbalnej myśli należy do pozycji depresyjnej; ale depresja, która jest właściwa dla tej fazy jest sama w sobie czymś, czemu osobowość psychotyczna przeciwstawia się, a więc zawsze, gdy ma miejsce depresja rozwój werbalnej myśli podlega atakowi, jej początkowe elementy zostają wyrzucone z osobowości przez identyfikację projekcyjną. W swoim doniesieniu na Międzynarodowym Kongresie w 1955 roku Segal (1956) opisała sposób w jaki psychika daje sobie radę z depresją. Chciałbym odesłać was do tego opisu gdyż przedstawia on tę część pozycji depresyjnej, która jest istotna z punktu widzenia dyskusji na temat rozwoju werbalnej myśli. Ale jak sądzę, nawet we wcześniejszej fazie, pozycji paranoidalno-schizoidalnej, procesy myślowe, które mogłyby się rozwijać są w rzeczywistości niszczone. W tym stadium to nie jest kwestia werbalnej myśli, ale zapoczątkowanie prymitywnej, prewerbalnej myśli. Nadmierna identyfikacja projekcyjna w tym wczesnym stadium przeszkadza sprawnej introjekcji i asymilacji wrażeń zmysłowych i w ten sposób pozbawia osobowość mocnej podstawy, w oparciu o którą może rozwinąć się początek prewerbalnej myśli.
Poza tym, atakowana jest nie tylko myśl, jako sama w sobie będąca powiązaniem; podobnie atakowane są czynniki decydujące o spójności myśli, tak że w końcu nawet elementy myśli, związki, które tworzą myśl, nie mogą być wyartykułowane. Rozwój werbalnej myśli jest więc kompromisem wobec stałego ataku, jaki ma miejsce w pozycji depresyjnej, a także kompromisem wobec długiej historii ataków na myśl, w okresie poprzedzającym tę pozycję.
Próba myślenia, która jest centralnym elementem procesu odbudowy ego, pociąga za sobą także użycie prymitywnych, prewerbalnych sposobów, które uległy okaleczeniu i identyfikacji projekcyjnej. Oznacza to, że wyrzucone części ego i to co do nich przyrosło musi zostać przywiedzione z powrotem, poddane pod kontrolę, a więc włączone do osobowości. Identyfikacja projekcyjna zostaje więc teraz odwrócona i obiekty te przywiedzione są z powrotem tą samą drogą, którą były wyrzucane. Pacjent wyraził to kiedyś mówiąc, że musi użyć jelit, a nie mózgu do myślenia i trzymał się dokładnie tego określenia poprawiając mnie, gdy później powiedziałem coś o przyjmowaniu przez niego czegoś przez połykanie: "jelito nie połyka", powiedział. Przychodząc z powrotem, obiekty muszą zostać skondensowane. Z powodu wrogości do odrzuconej funkcji artykulacji, która sama w sobie jest obiektem, obiekty te mogą być połączone ze sobą jedynie przypadkowo, albo też tworzyć zbitki. W moim klinicznym przykładzie pokazywałem, jak ciemne okulary są przykładem tego rodzaju zbitki dziwnych obiektów, które są produktem identyfikacji projekcyjnej ego. Poza tym, sugerowałem, że z powodu niezdolności pacjenta do rozróżniania między tymi obiektami i obiektami realnymi, często musi on czekać na odpowiednie wydarzenie dostarczające mu ideografu, jakiego potrzebował jego impuls, aby komunikować się; w tym przypadku tak właśnie było - był to przykład przechowania wydarzenia nie z powodu jego neurotycznego znaczenia, ale z powodu jego wartości jako ideografu. Oznacza to, że to szczególne przywołanie przez pacjenta ciemnych okularów jest jego dość daleko posuniętym osiągnięciem. Po pierwsze, przechowanie takiego wydarzenia dla użycia jako ideografu przypomina opis Freuda dotyczący przeszukiwania danych tak, aby mogły być już znane, jeśli pojawi się pilna wewnętrzna potrzeba - a więc opis funkcjonowania uwagi, będącej jednym z aspektów ego. Po drugie, pokazuje to także, chociaż w tym momencie w pewnej szczątkowej formie, zręczną zbitkę, która może okazać się zrozumiała. Ta zaskakująca, a nawet wprawiająca w pewne zakłopotanie poprawa, o której mówiłem, odnosi się też do tej zręcznej zbitki. Dlatego uznałem, że pacjent coraz bardziej odwołuje się do zwykłej werbalnej myśli, pokazując w ten sposób wzrastającą zdolność do jej tworzenia i coraz większe uznawanie analityka jako zwykłej ludzkiej istoty. Ale uznałem jednocześnie, że to wydaje się raczej być coraz zręczniejszą zbitką niż artykułowaną mową. Najważniejsze w cywilizowanej mowie jest to, że w znacznym stopniu upraszcza ona zadanie tego, który myśli i który mówi. Za pomocą tego narzędzia można znaleźć rozwiązanie dla problemów, ponieważ mogą one przynajmniej być wypowiedziane, natomiast bez niego, pewne pytania, niezależnie od tego jak byłyby ważne, nie mogą być nigdy postawione. Niezwykłą rzeczą jest "tour de force" (obieg wysiłku), w którym pacjent używa prymitywnych sposobów myślenia dla wypowiedzenia treści o znacznej złożoności. Myślę, że znaczące jest, iż jego zdolność do takiego wysiłku wzrasta równocześnie z bardziej pożądaną poprawą. Powiedziałem: bardziej pożądaną, gdyż sam nie mam przekonania wciąż co to tego, że słuszne jest pomijać treść kojarzenia, ponieważ zajmowanie się nią mogłoby zmuszać analityka do mówienia o wiele więcej niż pacjent. Jaka jest na przykład poprawna interpretacja treści kojarzenia: "moralna krytyka"? A decydując się na tego typu interpretację, jaka jest poprawna procedura postępowania? Jak długo można kontynuować wyjaśnienia?
Cząsteczki, które muszą być użyte podzielają, jak to widzieliśmy, właściwości rzeczy. Pacjent wydaje się czuć to jako dodatkową przeszkodę w ich ponownym wejściu. Ponieważ obiekty wyrzucone za pomocą identyfikacji projekcyjnej stają się o wiele gorsze po wyrzuceniu niż wtedy, gdy były wyrzucane, pacjent czuje, że przy ich ponownym wejściu podlega ich intruzji, czuje się atakowany i torturowany, nawet jeśli dzieje się to z jego własnej woli. Jest to widoczne w przykładzie, który podałem, w konwulsyjnych ruchach pacjenta i w jego uderzającej reakcji na "olśniewającą" interpretację. Ale ta ostatnia reakcja pokazuje także, że zmysły jako część wyrzuconego ego, stają się również boleśnie ścieśnione przy ich odzyskiwaniu i może to być wyjaśnieniem dla często ekstremalnej bolesności halucynacji dotykowych, słuchowych i wzrokowych, w uścisku których pacjent wydaje się działać. Depresja i lęk, podlegając temu samemu mechanizmowi, są więc jednocześnie zintensyfikowane tak że pacjent może poradzić sobie z nimi jedynie przez identyfikację projektyjną, jak to opisała Segal.
Podsumowanie
Zastosowanie tych teorii w praktyce przekonało mnie, że mają one rzeczywistą wartość i prowadzą do poprawy, którą należy dokładnie sprawdzić i zbadać, nawet jeśli tylko z psychoanalitycznego punktu widzenia. Nie sądzę, aby można było osiągnąć rzeczywisty progres z pacjentami psychotycznymi dopóki nie uzna się istoty rozbieżności między psychotyczną i niepsychotyczną osobowością, a w szczególności roli identyfikacji projekcyjnej działającej w psychotycznej części osobowości, jako substytutu wyparcia działającego w neurotycznej części osobowości. Destruktywne ataki pacjenta na jego własne ego i zastępowanie wyparcia i introjekcji przez identyfikację projekcyjną muszą zostać przepracowane. Dalej, uważam, że obowiązuje to także w przypadku głębokiego neurotyka, u którego jak sądzę istnieje psychotyczna osobowość zasłonięta przez nerwicę, tak jak u psychotyka neurotyczna osobowość jest zasłonięta przez psychozę; musi ona zostać odsłonięta i należy się nią także zajmować.
Bibliografia
Bion, W. R. (1954) "Notes on the theory of
schizophrenia", International Journal of Psycho-Analysis, 35, 113-18
Freud, S. (1911) "Formulations regarding the two
principles of mental functioning", SE 12
Freud, S. (1923) "Ego i id" w: "Poza zasadą przyjemności", PWN, 1976
Freud, S. (1924) "Neurosis and psychosis", SE 19,
149-53
Klein, M. (1928) "Early stages of the Oedipus conflict" w: Contributions to Psycho-Analysis, 1921-45 (a także w: The Writings of Melanie Klein, vol.1, London, Hogarth Press (1975), 186-98)
Klein, M. (1930) "The importance of symbol formation in
the development of the ego" w: The Writings of Melanie Klein, vol.1
Klein, M. (1946) "Notes on some schizoid mechanisms" w: M. Klein, P. Heimann, S. Isaacs i J. Riviere, Developments in Psycho-Analysis, London, Hogarth Press (1952), 292-320 (także w: The Writings of Melanie Klein vol. 3, 1-24)
Rosenfeld, H. (1952) "Transference-phenomena and
transference-analysis in an acute catatonic schizophrenic patient",
International Journal of Psycho-Analysis, 33, 457-64
Segal, H. (1957) Doniesienie na temat tworzenia symbolu przedstawione na posiedzeniu Sekcji Medycznej Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego, a następnie opublikowane jako: "Notes on symbol formation", International Journal of Psycho-Analysis, 38, 391-7 (a także w: Melanie Klein Today. Developments in theory and practice. Vol. 1: Mainly Theory. /ed./ E.B. Spillius, Routledge, London and New York, 1988, 160-76)
Segal, H. (1956) "Depression in the schizophrenic", International Journal of Psycho-Analysis, 37, 339-43 (także w: The Work of Hanna Segal, New York, Jason Aronson (1981), 121-9 oraz w: Melanie Klein Today. Vol.1. 52-60).
Tłumaczenie
Ewa Wojciechowska
Przypisy:
*Artykuł ten został odczytany w formie doniesienia na posiedzeniu Brytyjskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego w dniu 5 października 1955 r. i został po raz pierwszy opublikowany w 1957 roku w International Journal of Psycho-Analysis, 38:266-75